sobota, 29 listopada 2014

Rozdział. 1. Are you kidding me?!

Napisałam prolog , ale Bit*h please! Nienawidzę ich. Nic nie dowiaduję się z krótkiej notki. Miałam nie pisać w ogóle prologu, ale no jest. Małe info One Direction to zwykły, mało znany zespół. Kumple chcieli go założyć i tyle. Nauczyli się grać na gitarze xd
muzyka: >klik<

Wreszcie mogłam wrócić ze szkoły.
-Jestem!- krzyknęłam na cały dom.
-Dobra!- odpowiedziała mama z kuchni. Poszłam do pokoju. Rzuciłam się na sofę. Plecak gdzieś w kąt. Oglądałam wszystkie swoje nagrody. Naukowe, muzyczne i plastyczne. Wszyscy mnie lubią w szkole za to jakich mam braci nie za to kim jestem. Każdy myśli , że wbije się do mojego domu i zrobi sobie z nimi zdjęcie. Proszę Jai i Luke chodzą do nas do szkoły. No tak nikt nie wbije się do elity. Ja w niej nawet nie jestem.
Inną niż wszyscy jest Blanca Bailey. Dwa lata starsza brązowowłosa frajerka podkochująca się w Jai'u. Frajerka dlatego , że cały czas słucha Wheatus "Teenage Dirtbag". Przez nią też tego słucham.
Aggie Brooks
Byłam na etapie typowych piosenek. Tak cały czas na liście przebojów. Znudziło mi się to po usłyszeniu tej piosenki. Bailey (tak na nią mówię, po nazwisku) słucha dalej listy. Ja zaś z Wheatus przeniosłam się na Iron Maiden. Potem Green Day. Jak wolę czegoś spokojniejszego to słucham The Beatles. Zależy co wolę.
Z spokojnej Aggie zrobiła się zbuntowana Ag, która i tak dalej przykłada się do nauki.
Tak nazywam się Aggie Brooks. Siedemnastoletnia siostra 3/5 The Janoskians. Nie ma się czym chwalić. Mam tępych braci. Cała trójka mi dokucza. Jai i Luke masakrycznie. Czasami mam ochotę wydrapać im oczy i rzucić na "pożarcie" fankom. Zaś Beau jest bardziej "dojrzały" chodź te słowo do niego nie pasuje. Ma coś nie teges z zachowaniem , ale nie dokucza mi tak bardzo jak bliźniacy.
-Siemka Młoda- w drzwiach stanął Luke.
-Idź sobie- wyciągnęłam spod sofy i łóżka w jednym , laptopa.
-Pokarzę ci coś...- rzucił się na mojego laptopa.
-Weź spadaj!- jęknęłam. On usiadł po turecku na dywanie.
-Patrz...- gdy zobaczyłam ich kolejny challenge wypuściłam powietrze. "Red Hot Chilli Peppers Challenge" niezbyt fajnie się zapowiada.
-Luke, ale ja...- przerwał mi.
-Nie marudź!- kopnęłam go lekko w tors i zamknęłam laptopa.
-Potem pooglądam... Idź stąd!- krzyknęłam.
-Idź ty...- machnął na mnie dłonią. Wyszedł z pokoju. Otworzyłam laptopa i wyłączyłam kartę z filmikiem. Weszłam na swojego Tumblra. Wciskałam tylko znaczek z napisem "rebloguj".
-CHODŹCIE NA OBIAD!- krzyknęła mama. Nie pewnie zeszłam na dół. Nie należę do tych "śmiałych". Jestem szarą myszką, z wysokim IQ, słuchającą starych piosenek i dająca się poniżać. Straciłam bliską mi osobę. Ciocię. Miała wypadek. Dość poważny. Było to bardzo dawno temu. Miałam 7 lat. Bardzo ją kochałam. To ona karała chłopaków jak mi dokuczali. Teraz to nawet mama na nich nie poradzi. Muszę radzić sobie sama. Spławiać ich i tyle.
Usiadłam przed stołem. Beau był dzisiaj nie obecny. Luke i Jaidon zaczepiali siebie nawzajem .Zaraz przestaną, bo ja zeszłam i ja będę popychadłem.
Mama przyniosła nam po talerzu. Jak ona uniosła tyle?! Pobiegłam jej pomóc z szklankami. Opierała się, żeby jej nie pomóc, ale ja nie będę się patrzeć jak idzie z 5 szklankami.
-Lizus- odchrząknął Jai.
-Milcz- powiedziałam do niego i zabrałam się do jedzenia.
-Nie możecie być raz dla siebie mili ?! Zawsze słyszę wasze kłótnie. Mam dość- powiedziała mama. Zapadła cisza. Wiem, że każdy z nich chciałby mi dogryźć. Mama nie rozumie tego, że jak sobie tak dogryzamy to i tak bardzo się kochamy. Nie okazujemy tego, ale kochamy. Beau czasami potrafi przyjść i przytulić mnie.... Jedynie w święta i urodziny. Tak.
-Dzięki- zaniosłam prawie pełny talerz do kuchni. Każdy wie, że mało jem. Nie moja wina. Nie jestem perfekcyjna, tylko co ma perfekcja do głodówki? Nic moim zdaniem.
Pokój Aggie
Pobiegłam do pokoju. Wzięłam plecak i zaczęłam odrabiać zadania. Dodatkowe jak i te "przykazane". Na laptopie włączyłam sobie piosenkę Green Day "Stray heart". Nuciłam pod nosem i pisałam wzory z chemii. Potem przyszedł czas na matematykę. Algebra, równania i pierwiastki... proste. Zapisałam wszystko tak jak ma być i schowałam kartki do teczki. Dostajemy kartki zamiast zapisywać zadanie w zeszycie. W nim mamy, tylko tematy i przykłady.
Po skończeniu i przypomnieniu sobie lekcji zaczęłam sprzątać pokój do "21 Guns" z albumu Green Day "21st Century Breakdown".
Po godzinie ogarnięcia całego bałaganu wzięłam się za książkę "Gwiazd Naszych Wina". Nie mogłam się skupić. Któryś sąsiad słuchał na fula muzyki. Usłyszałam tekst.
Nie wiedziałam, że ten tekst zapadnie mi w głowie i będzie cały czas "grany" w niej.  Usłyszałam początek gry na elektrycznej gitarze. Usłyszałam , tylko kawałek tekstu piosenki, ale drażniła mnie strasznie. Typowy dzisiejszy rock, który nie chciał wyjść:
Little Black Dress just walked into the room

Making heads turn, can't stop looking at you


It's alright, it's alright, it's alright to know


Little Black Dress did you come here alone?


It's too late, it's too late, it's too late to go home


It's alright, it's alright, it's alright to know


It's alright, it's alright, it's alright to know


Skończyli po jednej zwrotce. No impreza szybko się skończyła. Odłożyłam książkę na komodę i poszłam na dół. Nie miałam jakiegoś powodu.
 Miałam. Chciałam dobić się do telewizora. No, ale bracia oglądają teledyski. Większość z nich to dzisiejsze, darmowe i bez ograniczeń wiekowych porno. No trudno. Ludzie nie mają za grosz szacunku do siebie.
-Pomóc ci w czymś?- zapytałam się mamy. Odwróciła się do mnie trzymając w jednej dłoni gąbkę, a w drugiej talerz.
-Nie, nie musisz... Zaraz pewnie przyleci Jai albo Luke i zacznie ci dokuczać...- prychnęłam.
-Mam go gdzieś- powiedziałam pod nosem i podeszłam do niej. Razem zmywałyśmy naczynia do piosenki Ariany "Problem". Tak Ariana, była dziewczyna Jai'a.
-Wyłącz mi to!- krzyknął bliźniak.
-Weź przestań!- Beau.
-Dalej nie zapomniał?- zapytała się mnie mama.
-Szczerze to nie wiem i nie zbyt mnie to interesuje. To jego sprawa z kim jest i jaka jest. Nie będę włazić w jego życie. Mam swoje. Ari nie była dla niego...- rodzicielka zaśmiała się.
-Lubię twoje filozoficzne wypowiedzi- wyczuwam ten sarkazm. W odpowiedzi prychnęłam. -Dziękuję- podziękowała gdy skończyłyśmy. Mrugnęłam i wyszłam z kuchni. Jaidon przytulał się do poduszki, Beau pstrykał coś na telefonie, a Luke jarał się teledyskiem Tylor Swift "Shake It Off".
-Czyżby ktoś nie miał humoru- oparłam się o sofę koło smutnego bliźniaka. Spojrzał na mnie zdenerwowany.
-Idź stąd... Lepiej mnie nie denerwuj.- zaczęłam się śmiać.
-I co? Zbijesz mnie ? Zamkniesz gdzieś? Wywieziesz? Nie boję się ciebie... wiesz dlaczego- stałam się okropna. Chociaż zawsze tak jest.
-Idź sobie...- walnął mnie poduszką. Wzruszyłam ramionami i poszłam na górę do pokoju. Zaczęłam czytać dalej książkę dopóki nie dostałam wiadomości:

Od: B. Bailey xx.
Cho na plac xx  Weź gitarę... :*

Nie odpisywałam , tylko wzięłam co miałam. Ubrałam na dole buty i poinformowałam wszystkich, że wychodzę.
Zaczęłam iść w stronę placu zabaw. Oczywiście ja targałam gitarę. Nie niosłam jej. Targałam ją po ziemi.
Blanca Bailey
Plac zabaw na całe szczęście nie jest daleko od nas. Ujrzałam moją przyjaciółkę. Siedziała na ławce i bawiła się "dmuchawcami". Kto by powiedział, że jest dwa lata starsza ode mnie.
Bailey pięknie śpiewa. Natura oddała jej całą urodę, a mi nie dała w ogóle. Chyba zapomniała, że się przyjaźnimy!
-Hej- przytuliłam ją. Ona odwzajemniła uścisk.-Czemu chciałaś żebym przyszła z gitarą?- zapytałam się.
-Bo są tu nowi sąsiedzi... Mieszkają niedaleko ciebie. Mają zespół. Lubią dziewczyny, które mają tą żyłkę muzyczną- zaczyna się.
-Czyż moja kochana przyjaciółka przestała się kochać w Jai'u?- zaśmiałam się. 
-Zapomnę o nim na chwilę... Jest tam boski blondyn jak i Mulat. Oh ten Mulat!-  rozpłynęła się. Spojrzałam na nią z uniesioną jedną brwią.
-Chodź... - wzięłam gitarę.-Jaką balladę chcesz zaśpiewać?- zapytałam się jej z średniowiecznym akcentem.
-Lutniku ty mój... Zagramy Jasona Mraza I'm Yours... -przerwałam jej dalszy monolog.
-Jak widzę oni preferują rock i punk... Ogólnie co ma gitarę elektryczną... Nie sądzisz, że lepsza byłaby nasza piosenka?- zapytałam się.
-Teenage Dirtbag?- zapytała się, a ja kiwnęłam głową.-Ok- usiadłyśmy na murku , na przeciwko sąsiadów. Bailey jest nie możliwa.
Her name is Noelle

I have a dream about her


She rings my bell


I got gym class in half an hour


Oh how she rocks


In Keds and tube socks


But she doesn't know who I am


And she doesn't give a damn about me

Cause I'm just a teenage dirtbag baby
Yeah I'm just a teenage dirtbag baby
Listen to Iron Maiden baby with me

Her boyfriend's a dick


And he brings a gun to school


And he'd simply kick



My ass if he knew the truth


He lives on my block


And he drives an Iroc


But he doesn't know who I am


And he doesn't give a damn about me

Cause I'm just a teenage dirtbag baby
Yeah I'm just a teenage dirtbag baby
Listen to Iron Maiden baby with me


Jeden z sąsiadów nam przerwał.  Lekki zarost i niebieskie oczy. Ubrany na swój gust muzyczny.
-Słuchacie Wheatus?- skinęłam głową. Moja przyjaciółka skłamie.
-Tak słucham- zachichotała. Wiedziałam.
-Wymieńcie chociaż dwie... Nie wierzę, że każda dziewczyna ich słucha... dodajmy pusta...- zdenerwowałam się.
-Więc tak... "Wannabe Gangstar" , "American In Amsterdam" , "Leroy" , "Teenage Dirtbag". Piosenki, które słuchamy- syknęłam. Gość mnie zdenerwował.
-Brawo... Czego jeszcze słuchacie? Jednak nie należycie do tych pustych, które chcą się tylko nam upodobać. Na nas to nie działa.- westchnął.
-Słucham Green Day, Iron Maiden, The Beatles, No Doubt, Guns N' Roses i AC/DC. Pasuje?- zapytałam się. Nie pewnie skinął głową. Na mojej twarzy pojawił się zwycięski uśmieszek.
-LOU CHODŹ!- wrzasnął ktoś z ich domu.
-Do zobaczenia... miło było poznać i pochwalę się chłopakom, że nie ma tępych dziewczyn na świecie- zaśmiałyśmy się.
-Pa!- krzyknęłyśmy za nim równo. Pomachał i podskakując lekko pobiegł do domu.
-Poznałaś już jednego... Idziemy?- pośpieszyłam ją. Nie chciało mi się bawić w stalkera.
-Nie... Chcę , żeby ten Mulat wyszedł... - jęknęłam. Nie chciało mi się na niego czekać. Nawet nie wiem jak wygląda.-Wiesz, że jak powiedziałaś mu tyle zespołów to szczerze mnie zatkało. Ja słucham listy przebojów, a ty...- wymachiwała dłonią. Zaśmiałam się.
-Nie lubię listy przebojów... Nie słucham jej , bo leci często Ariana, a wiesz jak Jai reaguje- spojrzałam na nią.
-No tak... Ona i problem- zaczęłyśmy się śmiać. Tylko my zrozumiemy swoje żarty. Cała piątka weszła do garażu.- Patrz! Jest tam!- pisnęła. Oni podłączali do wzmacniaczy gitary. Z tyłu był inny chłopak i gra chyba na perkusji.
'Lou' pomachał nam. Byli nie daleko. Przyjaciółka odmachała, a ja szukałam czegoś ciekawszego z prawej strony.
-Chodź- pociągnęła mnie za dłoń.
-Bailey... zostaw mnie.. ja nie chcę tam iść- ciągnęła mnie na ich podjeździe.
-Chłopaki to jest...- wskazał na nas.-To są te dziewczyny, które jednak znają się na muzyce.- zachichotałam.
-Ja jestem Blanca, ale mówią na mnie po nazwisku, czyli Bailey. To jest Aggie, w skrócie Ag- nieśmiało pomachałam. Nienawidzę poznawać ludzi.
-O właśnie... To jest Niall- wskazał na blondyna. Pomachał nam z uśmiechem.-To jest Zayn- wskazał na Mulata Frajerki.-To jest Liam- wskazał na chłopaka z grzywką do góry.-A to jest Harry- wskazał na loczka. Bacznie mi się przyglądał. Nie patrz się na mnie! Nie mógł poznać, że jestem siostrą Brooksów.
-Miło poznać... posłuchacie?- zapytał się Mulat. Blanca odpowiedziała za mnie. Ja , tylko westchnęłam. Oparłyśmy się o maskę ich samochodu. Zagrali tą piosenkę z rana.
-I jak?- zapytał się podekscytowany Lou.
-No tak!- krzyknęłam i wszystkie wzroki skierowały się na mnie. Tamten perkusista zaintrygował się czymś innym.
Moją twarz oblał rumieniec. Zawsze coś palnę.
-O co ci chodzi?- zapytał się blondyn.
-Nie nic, słyszałam was dzisiaj po szkole i szczerze myślałam, że to z radia- uśmiechnęłam się. Wyglądałam jak pomidor z dziwacznym uśmieszkiem.
-Weźmiemy to za komplement- przyznał mi Zayn.
-Co jeszcze sądzisz o naszej muzyce... Może twoja jest lepsza?- dogryzł mi Harry. Błagam! Bracia dogryzają mi codziennie!
-Jest fajna, da się ją zapamiętać, ale ja nie słucham... TEGO- powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowo.-Naprawdę cały czas mi chodziła po głowie, ale ja nie słucham dzisiejszej muzyki... Jak już to z nią...- szturchnęła mnie bym się nie wygadała. Uniosłam dłonie do góry.
-Skrywasz wiele tajemnic Aggie... Tak jak jakie jest twoje nazwisko?- zapytał się Liam. Czy jeden nie może mówić za wszystkich?
-Ymmm.... Raczej powinnam już się zbierać... możecie pogadać z nią... ja muszę...- Harry mi przerwał.
-No tak... Musisz pomóc mamie? Gadka wszystkich lasek- syknął. Zaraz mu coś zrobię.
-Styles milcz już! Nie wyżywaj się na niej!- jęknął Louis.
-Dobra...- przeciągnął i uniósł dłonie do góry. Zaczął majstrować przy gitarze.
-Struna...- i pękła. Po moich słowach. Chciałam go uprzedzić. Za bardzo nią szarpał.
-Kolejna- westchnął i wyszedł.
-Sorry za niego, ale nazwisko nikogo nigdy nie ośmieszyło... Możesz mieć jakiekolwiek , tylko nie może to być tajemnicą- powiedział Lou. Spojrzałam na przyjaciółkę, która mrugnęła żebym się nie martwiła.
-Brooks... Aggie Brooks- spuściłam głowę.
-Normalne nazwisko...- klasnął w dłonie Louis.
-Tommo tępa dzido... Brooks... Jai, Luke i Beau Brooks- zaświtało mu.
-Powinnam już iść- odwróciłam się na pięcie i zaczęłam iść. Razem ze swoją gitarą poszłam do domu.
Nie zwracałam uwagi na to, że każdy próbuje mnie zatrzymać. Chciałam teraz zamknąć się w pokoju, wyciągnąć książkę i zatopić się w marzeniach.
-Coś się stało?- zapytała mama.
-Mamy nowych sąsiadów... Zespół, boyband jak kto woli... Powiedziałam im- wyszeptałam im ostatnie słowa.
-Aggie...- westchnęła.-Nie możesz tego mówić...- spuściłam głowę.
-Tak, wiem. Mogę iść do siebie- moja rodzicielka skinęła głową. Dostałam wiadomość.

Od: B. Bailey xx.
Powiedziałam im, żeby nikomu nie mówili. Nie martw się , nikomu nie powiedzą. Wiedzą, że ukrywacie to i nie wygadają się. Za chwilkę będę. Trzymaj się. :*

Ucieszyłam się , że mam taką przyjaciółkę. Ona wie o co chodzi.
Jestem na momencie, w książce, gdy Hazel dowiaduje się, że Gus ma raka. Że ma go wszędzie. Smutny moment. Jedyny, który na dość długo zapamiętam to metafora. Gdy trzymasz zabójstwo (papierosa) w buzi, ale nie pozwalasz mu na działania rakotwórcze.
-Już jestem!- w drzwiach ujrzałam zadyszaną przyjaciółkę.-O 'Gwiazd Naszych Wina', Gus umrze- zaśmiała się szyderczo.
-No dzięki! Już nie będzie mi się chciało czytać jej- pokazałam palcem okładkę. Odstawiłam książkę na komodę, a Bailey usiadła koło mnie.
-Wytłumaczyłam im wszystko. Są bardzo wyrozumiali. Harry coś niezbyt nas lubi- wzruszyłam ramionami.
-Wiesz, że i tak nie lubię Obcych- powiedziałam z grymasem. 'Obcy' są to dla mnie osoby z innego państwa, kontynentu. Nie jestem nastawiona na nich wrogo, ale nie dogadujemy się. Ten sam język, ale to nie to samo.  Nie jestem rasistą, bo szanuję inne poglądy czy kolor skóry. Inna definicja 'Obcego': nie lubię Tego kto nie szanuje mnie.
-Przestań! Ty nie lubisz w ogóle ludzi. Najchętniej to byś wrzuciła się do jakiegoś pokoju, zamknęła się z książkami i piciem... Jedzenie ci nie potrzebne, bo będziesz wchłaniać w siebie kartki papieru- zaczęłam się śmiać.-Oh...- westchnęła.
-Dobra, rzadko przychodzisz... Co chcesz?- zapytałam się.
-Jaaaaa?! Nic...- spojrzałam na nią znaczącym wzrokiem.
-Czyją chcesz bluzkę? Jai zgaduję?- energicznie pokiwała głową. Poszłam do ich pokoju. Fuks, że ich nie było.
Wyciągnęłam pierwszy lepszy T-shirt i dałam ją przyjaciółce.
-Ja lecę- cmoknęła mnie w policzek i wybiegła z mojego domu w tanecznym kroku.
Ja do wieczora czytałam książkę. Jednak umarł ;/
***
Po zjedzeniu kolacji poszłam do pokoju przebrać się w coś wygodniejszego. Leginsy i luźną koszulkę. Włączyłam na laptopie Wheatus 'Teenage Dirtbag'. 
Zaśpiewałam kawałek refrenu:
I'm just a teenage dirtbag baby!
-Tak , wiem kochanie , że jesteś nastoletnią frajerką- w drzwiach stanął Luke
-Daruj sobie- rzuciłam w niego poduszką.
-Jai szuka swojej koszulki... Zaczynasz się mścić?- usiadł na moim łóżku i puścił piosenkę od nowa.
Nie zaczynam, tylko Bailey "pożyczyła sobie" i raczej nie odda- zaśmiał się. Ja zaczęłam składać rzeczy z ziemi. 
-No tak... Powiedz mi... Jaka jest różnica? Moja czy jego? Jesteśmy tacy sami. Takie same koszulki- zaczęłam się śmiać. W końcu uspokoiłam się.
-Żartujesz sobie ze mnie?! Każdy z Melbourne widzi między wami różnicę. Tym bardziej wasz fandom. Idź sobie , bo nie mogę się na ciebie patrzeć.- pokazał mi środkowego palca i wyszedł. Rzuciłam za nim kilka przekleństw i zaczęłam ścielić łóżko. Nareszcie mogłam iść spać.

____________________________________________
Pierwszy rozdział. 
Myślę , że się podoba xd.
Licznik słów:
2502

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz