piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 3. Oh, I Promise.

 muzyka:  >klik<

-Hej- zerwałam się z odpowiedzią. Chłopak zaśmiał się.-Tak, bardzo śmieszny jest mój wygląd. Po co przyszedłeś?- zapytałam się z chrypką. Usiadł koło mnie w nogach.
-Idziemy biegać- puścił do mnie oczko. Zaśmiałam się.
-Nie męcz mnie... Ja chcę spać!- walnęłam loczka poduszką, a kolejną zakryłam głowę. Bolała mnie okropnie.-Jak w ogóle wszedłeś?- zapytałam się.
-No bardzo ciekawa historia...- oparł się o ścianę.
-Opowiadaj- burknęłam, ale dalej nie wyłaniałam głowy zza poduszki. On oparł się zaś o ścianę, zgiął kolana nad moimi nogami.
-Bardzo ciekawa historia... Po prostu wszedłem , bo nikt nie otwierał- wypuściłam powietrze.
-Tak bardzo ciekawa historia jak twoja inteligencja- uderzył mnie w nogę. Zaczął się śmiać.
-Czemu panienka Brooks nie w sosie?- zażartował. Znowu westchnęłam.
-Nie spałam całą noc- wyłoniłam się zza poduszki.-Kłóciłam się wieczorem z bratem i tak jakoś...Pierwszy raz- wzięłam głęboki wdech. Skręciło mnie w brzuchu gdy zobaczyłam uśmiechniętą twarz Harry'ego. Chwilę się w niego wpatrywałam.
-Mam coś na twarzy?- zapytał się z śmiechem w głosie. Pokręciłam głową . Spuściłam ją gdy poczułam, że robię się czerwona.
-Idź , muszę się przebrać- zaczął się śmiać. Walnęłam go w ramię i podniósł się. Mrugnął i poszedł sobie. Zaczęłam przeklinać pod nosem.
Podeszłam do szafy i wybrałam jakieś ubrania do biegania. Ubrałam się szybko. Ściągnęłam gumkę z nadgarstka i włosy związałam w wysokiego kucyka. Nie malowałam się.
Wyszłam z pokoju. Harry opierał się o ścianę i coś robił na laptopie.
-Idziemy?- skinął głową. Zbiegliśmy po schodach. Nikogo nie było. Norma.
Poszłam do kuchni po butelkę wody. Wyciągnęłam wodę z lodówki i wróciłam do Styles'a. Skinęłam głową , że możemy iść. Wyciągnęłam spod wycieraczki kluczyki i zamknęłam dom. Schowałam ją ponownie na swoje miejsce. Harry się zaśmiał. No tak, zdradziłam położenie moich kluczy.
Wyszliśmy z terenu mojego podwórka i zaczęliśmy biec. W krępującej ciszy. Ta cisza rozwalała mnie.
Dobiegliśmy do miejsca, które unikam. W którym nie chcę być. Jednak Harry tam poprowadził.
Miejscem tym dowodzą moi bracia i ich kumple. Nagrywają filmik i dzisiaj też mają taki zamiar. Harry chciał biec dalej. Tak by nas zauważyli.
Złapałam go za nadgarstek.
-Czekaj...- wyszeptałam i wskazałam co robią oni.
-Kto to? Chodź już...- znowu go złapałam. Spojrzał na mnie z politowaniem.
-Tam są moi bracia i ich kumple. Oni myślą, że mam totalnego focha i nie wyjdę z domu. Pokłóciliśmy się wczoraj, a ja wtedy siedzę prawie cały dzień w pokoju.- westchnęłam. On umilkł.
-Chodź na miasto- nagle musiał coś powiedzieć. Skinęłam głową. Zaproponowałam CH (centrum handlowe). Na początku myślał, że chodzi mi o zakupy , ale szybko powiedziałam, że mamy iść nad fontannę. W wielkim budynku, w środku jest przerwa. Jest tam odgrodzony park. Wejścia są na przeciwko siebie. Jest tam fontanna i parę ławek. Parcela jest wykafelkowana i bardzo, bardzo duża.
      Gdy byliśmy już na miejscu usiedliśmy na ławce w cieniu. Mimo, że nadal trwa rok szkolny to nastolatków jest dość dużo. Nie więcej niż dorosłych.
-Ładnie tutaj- powiedział rozmarzony Harry. Zaśmiałam się z jego miny. Był zainspirowany całą sytuacją. Co wokół niego się działo.
-Pochodzisz z Holmes Chapel?- zapytałam się by być pewną i zapoczątkować jakiś temat. Choćby miał być na kilka słów.
-Tak... Potem przeprowadziłem się do Londynu gdzie poznałem chłopaków i razem , na wakacje wyjechaliśmy tutaj. Ty tutaj mieszkasz od urodzenia?- zapytał się. W odpowiedzi skinęłam głową i przygryzłam wargę. Spojrzałam na parę, która oblizywała się na murku fontanny.
Usłyszałam charakterystyczne śmiechy. Tylko nie to. Pokręciłam głową z niedowierzania. Całe Janoskians usiadło na ławce. Jai wstał , a za nim James. Zaczęli iść. Mój brat usiadł koło liżącej się pary. James z daleka ich nakręcał. Jai udawał ich. Gdy oni się od siebie odkleili i wpatrywali w bliźniaka, wstali.
-Jai wygrał- mruknęłam. Harry spojrzał na mnie.
-Skąd wiesz?- wyszeptał. Zaśmiałam się. On był zdezorientowany.
-Ich gra polega na tym Kto pierwszy wstanie po zrobieniu z siebie debila. Wariują, robią głupie miny dopóki się nie poddasz...- wyszeptałam.
-Aha?- zdziwił się.
-Teraz kolej Skip'a- wskazałam palcem na chłopaka z fryzurą aka Miley Cyrus. Zaczął się oglądać po ludziach. Jego wzrok uwiesił się na nas.-Idzie do nas. Harry chodźmy- jęknęłam. Zaśmiał się.
-Chcesz dać za wygraną. Chcesz żeby to oni wygrali... Błagam cię Ag...- ostatnie zdanie mruknął. Westchnęłam głośno w odpowiedzi. Usiadłam po turecku. Zaczął biegnąć w naszą stronę. Spojrzeliśmy na niego. Zaczął wbijać się obok. Wyprostowałam nogi i przybliżyłam się do Harry'ego. Wyciągnął rękę byśmy się nie cisnęli.
Daniel zaczął się wygłupiać. Wydawał bardzo dziwne dźwięki.
-Nie odpuścisz sobie?- zapytałam się.
-Nope!- spojrzałam błagalnie na Harry'ego. Westchnął i podniósł się. Poszliśmy do środka. Daliśmy mu 'wbić sobie punkt'. Nienawidzę ich i tego jak się zachowują.
Poszliśmy do sklepu muzycznego. Ściągnęłam bluzę gdyż zaczęło być mi gorąco.
W sklepie było bardzo dużo ludzi ubranych na punk. Tutaj czują się najlepiej jak i pod jednym z mostów pod, którymi nie płynie woda.
Ubrani byli w skórzane bezrękawniki, rurki z dziurami, glany i te ich szalone makijaże oraz fryzury.
Stanęliśmy przed płytami zespołów z ciężką muzyką.
-Green Day!- krzyknął Harry jak dziewczynka. Spojrzałam na niego i zaśmiałam się. Zaczęłam przebierać między pudełkami.
-Przejdziemy już może do instrumentów?- zaproponowałam. Pochowaliśmy porozwalane płyty i poszliśmy do działu z gitarami. Pozwolono nam wypróbować. Wybraliśmy elektryczne. Inaczej się gra niż na zwykłych. Ludzie podchodzili do nas gdy zaczęliśmy podłączać je do wzmacniaczy. Ludzie którzy dokładnie rozumieją nasz światopogląd.
-Co gramy?- zapytał się Harry ludzi. Jakiś łysy, mocno wymalowany gościu podszedł do nas ze swoim uśmieszkiem.
-Słyszałem jak krzyczałeś o Green Day... Może 'American Idiot'?- loczek spojrzał na mnie.
-Umiesz- pokiwałam energicznie głową. Sama słucham tej piosenki.-Kto z was by zaśpiewał?- zapytał się tego gościa.
-Nie umie z was nikt?- zdziwił się, a my pokręciliśmy głowami.-No okay... To Jacob- przyszedł do nas chłopak ubrany w bluzkę w czarno-białe paski; czarne rurki z dziurą na kolanie; jego włosy były jak po zetknięciu z prądem; mocny makijaż co mnie bardzo dziwi; vansy.
Zaśpiewał całą piosenkę, a my graliśmy jak tylko potrafiliśmy. Starałam się jak najlepiej. Nie wieżę, że gram z Harry'm i mogę dostać względu u tych ludzi. My mamy swój światopogląd, swój styl i nienawidzimy dresów. Nie ubieram się tak jak oni, ale bardzo lubię muzykę. Chyba trzeba zmienić wszystko. Być taka jak oni. Trzymać się z nimi. Jednak zostanę przy dobrej nauce i dobrym zachowaniu, tylko do osób starszych i matki.
-Zajebiście gracie- powiedział ten gościu.
-Ćwiczy się- powiedział Harry. Przytaknęłam mu.
-Zapraszam was dzisiaj pod most... Wiem jak to brzmi, ale tam dzisiaj będzie impreza. Godzina 9. Widzimy się tam... Myślę, że ona będzie wiedzieć. Słyszałem o Brooks'ach.- zrobiłam grymas.-No tak... Mina sama mówi za siebie- zaśmiał się.- Widzimy się wieczorem. Koniec dopiero o świcie.- pokiwaliśmy głową. Odstawiliśmy wszystko na miejsce. Wyszliśmy ze sklepu. Poszliśmy przed siebie.
Wyszliśmy na pewno z centrum handlowego. Nikomu z nas nie chciało się tutaj siedzieć.
-Nie chce mi się iść na tą imprezę- westchnęłam. Harry zaśmiał się i wsadził dłonie do kieszeni spodni dresowych. 
-Aggie zaraz wakacje... Co będziesz robić przez te dwa miesiące?! Rozluźnij się trochę... Pójdziemy z chłopakami i jak chcesz weź ze sobą Bailey.- mruknął. Westchnęłam głośno i spuściłam głowę. Obserwowałam trampki.
-No okay- powiedziałam w końcu. Chłopak objął mnie jak kumpla, a mój żołądek powykręcał się na wszystkie strony. Nie wiedziałam, że tak na mnie podziała. Muszę też zrozumieć, że to tylko 2 miesiące i wróci do Anglii, a to niestety jest na drugim końcu świata. Pożałuję końca naszej przyjaźni.
     Harry odprowadził mnie pod same drzwi. Pożegnałam się z nim uściskiem. Weszłam do domu podśpiewując piosenkę 5 Seconds Of Summer "She look so perfect".
Tak mnie nagle napadło. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Zatrzymałam się nagle. Otworzyłam szeroko oczy.
Czyli na tą imprezę mam ubrać coś bardziej odpowiedniego ?!

***
Wieczór. Dostałam wiadomość , że będą po mnie szybciej razem z Bailey. Siedziałam na podłodze i darłam swoje czarne jeansy. Muszę odpowiednio wyglądać. Bluzę mam gdyż kiedyś ktoś mi kupił. Nie pamiętam szczerze kto.
Poszłam do łazienki i przebrałam się. Zrobiłam mocniejszy makijaż i wyprostowałam włosy. Związałam je w kucyka i założyłam opaski. Podwinęłam rękawy bluzy do łokci.
Wyszłam z łazienki i wpadłam na Jai'a. Posłałam mu chłodne spojrzenie. 
-Gdzie idziesz?- syknął i złapał mnie za ramiona. Wyszarpałam się.
-Nie powinno cię to interesować- przybliżyłam twarz do niego. Zacisnęłam dłonie w pięści. Byłam nie spokojna. Zaraz go uderzę. 
-Może jednak powinno?- otworzyłam szeroko oczy. Mój wyraz twarzy wydelikatniał. Rozluźniłam uścisk pięści i wyprostowałam się. Po chwili zaczęłam się śmiać.
-Jai nie rozśmieszaj mnie... Moje dobro przestało was interesować odkąd nauczyłam się mówić i chodzić... Od zawsze kryłam się w waszym cieniu... Myślicie, że fajne jest takie życie? Dzisiaj i tak totalnie wam obiło!- wyminęłam go. Zeszłam na dół. Zeskoczyłam z drugiego schodka na dół. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i sprawdziłam godzinę. Zaraz będą. Poszłam do kuchni. Był tam Beau, więc odwróciłam się do wyjścia. Złapał mnie w ostatniej chwili za łokieć i odwrócił.
-Gdzie idziesz?- pokręciłam głową i zaśmiałam się.
-Zawiesiliście się na to pytanie?- pokręcił głową z niedowierzania.
-Nigdy taka nie byłaś...- westchnął. Ponownie zaśmiałam się i wyszarpałam rękę z jego uścisku. On i tak znowu mnie złapał za łokieć, ale tym razem mocniej ścisnął.
-I nigdy się nie zmienię...- przerwał mi.
-Nigdzie nie idziesz... Dopilnuje byś siedziała w pokoju dopóki mama nie wróci. Raczej nie masz zamiaru iść do szkoły. Luke , Jai albo ja przyniesiemy ci coś do jedzenia czy picia- wzruszył ramionami i puścił mnie. W moich oczach nazbierały się łzy.
-Nie możesz- powiedziałam łamiącym głosem.
-A jednak... Idź do pokoju!- wskazał ręką. Pokręciłam głową i pobiegłam do pokoju. Ważne jest by się nie rozpłakać. Zaraz coś wymyślę. Na pewno przyjdzie mi coś do głowy.
Mam! Wyskoczę przez okno.
Spakowałam do luźnego plecaka najważniejsze rzeczy. Zaszyję się u Bailey na parę dni.
Otworzyłam okno. Dlaczego muszę mieć pokój na piętrze? Plus tego jest, że pod oknem mam dach od łazienki. Żeby tam nikogo nie było.
Zeskoczyłam na dach i przymknęłam okno. Zbiegłam po nim i zeskoczyłam na trawę. Usiadłam na chwilę i rozmasowałam kostkę. Źle skoczyłam.
Wyszłam z podwórka i stałam na chodniku. Było jeszcze jasno i ciepło.
       Po chwili podjechali autem. Otworzyli drzwi i wyszedł Harry z Zayn'em. Rozciągnęli się.
-Musisz na kolana... Za mało miejsca- westchnął Harry. Zayn mu przytaknął. Wzruszyłam ramionami. Nie miałam ochoty się kłócić.
Mulat wszedł pierwszy.
-Co jest?- zapytał się loczek.
-Uciekłam z domu... Nie mam się gdzie podziać... Zapytam się jeszcze Bailey- pokiwał głową i uśmiechnął się.
-Możesz u nas... chłopaki chyba się nie obrażą- pokręciłam głową i uśmiechnęłam się.
-Potem pogadamy- Harry usiadł pierwszy. Usiadłam na jego kolanach. Znowu to dziwne uczucie. Nie mogłam się w nim tak o nagle zakochać. Nigdy tego nie czuła... jednak czułam.
Blanca siedziała na kolanach Niall'a. Z tego co wiem to Zayn jej się podobał. Zmiana zdania? Podobne to do niej. Nie powinnam się dziwić.
Poczułam jak jego ręce dotykają mój brzuch, a potem tuli mnie do siebie.
Wracając do mojej przyjaciółki, by zapomnieć o tym co się w tej chwili dzieje, pomyślała i ubrała się odpowiednio. Wybrała dobrze.
Chłopaki nic w sobie nie zmienili. Ubrali się tak jak zawsze. Wytarte spodnie na kolanach; vansy; T-shirt z jakimś logiem zespołu.
Teraz wrócę do moich braci. Są katastrofą jak piosenka i teledysk Rebeccy Black 'Friday'. Nienawidzę ich i wątpię, żeby to się zmieniło. 
-Jesteśmy!- Liam klasnął w dłonie. Wysiadłam , a raczej wyskoczyłam, pierwsza z auta. Poprawiłam ubrania. Bailey podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. Zaśmiałam się i objęłam ją. Jakby nie widziała mnie wieki.
Sarah
Minął , tylko jeden dzień. To nie tak długo, żeby rzucać się na swoją przyjaciółkę.
Wszyscy wyszli z auta.W tym samym czasie podeszła do nas jakaś dziewczyna.
-Hej, moja ksywa to Sarah... Zaproszeni?- zapytała się. Harry zrobił krok do przodu , ciągnąc mnie za sobą.
-Tak zaproszeni... Jakiś łysy gościu powiedział, że możemy przyjść. Zaprosiliśmy sobie jeszcze kumpli. Chyba nie sprawi to jakiegoś kłopotu- wyszeptał. Chciał stworzyć pozory złego. Owszem wystraszył dziewczynę, ale nie mnie.
-Okay, wejdźcie- pokiwała głową. Ominęliśmy ją. Wydobywała się muzyka Green Day. Oni mają na nich aż taką fazę.
Wsłuchałam się w dźwięk i rozpoznałam 'Basket Case'. Końcówka. Zaraz po tej piosence leciała dalej ich piosenka , tylko 'Jesus of Suburbia'. Czyli ostre dźwięki w 9 minutach.
Wygląd nie zadziwiał. Beczki, w których palił się ogień. Parę zniszczonych sof i foteli. Było ich trochę. W rogu była scena z instrumentami i z tego co widać każdy podchodził , grał i śpiewał. Albo rzucali w niego czerwonymi, plastikowymi kubeczkami albo cieszyli się.
Usiadłam na wolnej sofie. Koło mnie zajął miejsce Harry, a po drugiej Bailey. Na oparciu Liam. Na fotelach Zayn, Niall i Louis. Rozmawialiśmy i śmieliśmy się.
-Siemka- przyszedł do nas ten łysy. Skinęliśmy głowami na przywitanie.-Zagracie coś?- zapytał się. Harry spojrzał na przyjaciół i wszyscy podnieśli się. Ja i Bailey obserwowaliśmy ich działanie. Przyglądałam się Harry'emu. Był skupiony na podłączaniu. Przygryzał lewy policzek, czyli skupiał się.
Po chwili zaczęli śpiewać. Nie wiem czy ich nie wyśmieją, ale starają się jak mogą.
Gdy skończyli rozbrzmiało się klaskanie. Byłam z nich dumna. Jakoś tak w środku, a najbardziej z Harry'ego.
Jak dobrze, że nie umie czytać w myślach. Raczej przeraziłby się jak dowiedziałby się o czym myślę. Masakra.
Styles usiadł koło mnie.
-Zaśpiewasz ze mną?- zaczęłam się śmiać na jego pytanie. On jednak pytał w pełni poważnie.
-Nie rób sobie jaj , Harry!- pokręciłam głową.
-Ale dlaczego?- jęknął.
-Za dużo ludzi... Harry wiesz, że ja nie lubię śpiewać przed publicznością... W domu się wstydzę to co dopiero tutaj- przewrócił oczami.-Kiedy indziej...-machnęłam ręką by się odwalił z tym tematem.
-Okay, ale obiecujesz?- zapytał się.
-Oh, obiecuję
_________________________
Hej.
Zapraszam was na mojego wattpada :
http://www.wattpad.com/user/SarahHappily
Prowadzę dwa opowiadania "Amnesia" o 1D i jest Ash z 5Sos.
"Be Myself" o Jack'u Johnson z Magcon, Taissa Farmiga, Nash Grier, Acacia Clark i Cameron Dallas. Chłopaki z Magcon.

Teraz myślę nad założeniem tam ff o Janoskians.
Jestem w trakcie myślenia nad treścią.

Licznik:
2157

1 komentarz: